FANDOM


Rozdział 1

To dzień, na który czekałam. Dzień, w którym mam stać się strażnikiem. Strażnikiem czego? Oczywiście planety. Nie będę sama. Wraz ze mną do świątyni wyrusza moja starsza siostra Nim. Jakby co to jestem Ava. Ciekawostka: moją planetę Rygon zamieszkują roślinożercy i my, ludzie- brakuje drapieżników bo wszystkie co do joty zamknięto tam gdzie idę- w Świątyni Bestii. Świątynia ma na celu pokazanie, którego mięsożercy duszę mamy.

Upiorne miejsce. w środku znalazłam wielką bramę, niestety zamkniętą. Kapłani, opieknowie tego świętego miejsca, rozkazali medytować przed bramą póki się nie otworzy. Nie musiałam długo czekać po kiku minutach ujrzałam wyłaniającą się z mgły czarną panterę. Za nią stały dwa duże koty: lew i tygrys. podeszłam bliżej. Nie wytrzymałam i spytałam:

- Naprawdę Ty jesteś moją duszą, czy jest nią tygrys albo lew?

- Tak. Od teraz mamy dwa ciała i jeden środek. - pantera przemówiła

- Zanim wyruszysz by sprawdzić czy Rygon jest nadal zapomniany naucz się kontrolować dzikie zwierze. - wtrącił się kapłan

- Ale mogę zobaczyć najpierw drapieżcę Nim?

- Nie. Szkolenie musisz zacząć teraz.

Więc poszłam za nudziarzem. Ćwiczenia były proste jak drut. Nie wiem czemu kazali mi aż tak długo zostać na planecie. Chcę zwiedzić świat! Podróżować! Upewnić się, czy mój dom jest bezpieczny!

Nim na pewno wyjechała. Pewnie wybrała niebezpieczną część galaktyki- stolicę zła Coruscant. Zostawiła mi Zewnętrzne Rubieże. Zaczęłam od ,,najlepszej" planety jaką znalazłam- Lothal.

Rozdział 2

Mimo, że lubię się narażać Nim mnie uprzedziła. Podróż minęła mi nawet dobrze. Dostałam własny statek! Ekstra rozwiązanie A-wing jest idealny. Na Lothal dotarłam w środku nocy Imperium ledwo co pozwoliło mi wylądować. Nie lubię garnków, więc na moje nieszczęście by się upewnić musiałam być blisko akademii. O mały włos przyłapałby mnie patrol szturmowców. To było niezłe.

Spałam w myśliwcu, dosyć w nim wygodnie. Nie wzięłam z sobą nic do jedzenia. Na Rygonie nie było czegoś takiego jak kredyty. Czytałam zgromadzone o tym miejscu akta spisane przez poprzednich strażników. Znalazłam tam dobre miejsce do zdobycia pieniędzy. Syndykat Złamanego Rogu, którego szefem jest Cikatro Vizago. Wiem gdzie jest jego baza! Podsłuchałam rozmowę mandalorianki z jakimś chłopakiem pewnie tutejszym. Co dziwniejsze poczułam jakby dreszcze gdy go zobaczyłam. Potem się odwrócił, ale zdążyłam schować się za rogiem. Ni odpuszczał szukał mnie, więc uciekłam.

By dotrzeć do Vizago zmieniłam postać z człowieka na wielkiego czarnego kota. Blisko jego ,,straganu" ujrzałam tego samego chłopaka i dziewczynę co wtedy, w towarzystwie Lassata, Twi'lekanki i człowieka. Właśnie oś ustalali z Cikatro, więc posłuchałam, co mają do powiedzenia. Teraz nie tylko ten mały czegoś szukał, wyczuł mnie gość stojący za nim. Jednak dobrze, że nie poleciałam na Coruscant- mam zdolność do przyciągania kłopotów. Vizago kazał ukraść im skrzynie z bronią. Może ich wyprzedzę?

Udało się! Dotarłam do ładunku przed Rebeliantami. Jest jeden problem- garnki.

- Czas się pobawić - powiedziałam do siebie ironicznie i zmieniłam się w czarną panterę. Powoli podeszłam do towaru, ale zauważył mnie puszkogłowy. Wreszcie miałam to co chciałam moją walkę.

- Zobacz - wskazał na mnie jeden z nich - może to nasz awans

- Może i tak?... Zdecydowanie!

Próbowali mnie ogłuszyć, ale sprytnie unikałam strzałów. Jednemu to się znudziło, więc zaczął walczyć wręcz. Skoczyłam na niego. Drugi rzucił koledze blaster, którym zablkował mi paszczę. Miałam dosyć zimnego metalu między zębami i przegryzłam na pół jego broń. Po tym wydażeniu szturmowiec na widowni strzelił. Spudłował! Obejrzałam się za siebie, a za garnkiem zobaczyłam chłopaka kradnącego skrzynie. Drugi raz strzelił, tym razem oberwałam.

Obudziłam się pare minut później. Jeden żołnierz skorzystał z tego, że jestem przytomna ale nie w pełni świadoma, czyli nie mogłam się ruszać. Przyczepił mi dwie linki dynamiczne do czegoś co miałam na szyi. Nie wierze! Dopiero teraz spostrzegłam: szturmowiec nie miał paska, a więc to na mojej szyi to jego pasek. Niezbyt miło. Gdy spostrzegli, że się poruszam, szybko złapali za linki. Małe ale wytrzymałe.

Po drodze próbowałam się wyrywać, starałam się dostać do któregoś z nich, ale trzymali mocno. W końcu jeden się odezwał:

- Wisisz mi nowy blaster i pasek. Omal mnie nie zabiłeś - co za bezmózgi nie wiedzą, że jestem dziewczyną, a w tym przypadku samicą. Choć nawet miło jest być doceniona.

- Będziesz idealnym prezentem dla Lorda Vadera. Jutro przyleci - dorzucił następny

- A ty skąd to wiesz?

- Siostra jest wysoko postawionym urzędnikiem.

- Dobra, rozumiem - rzekł poirytowany kolega

Całą resztę drogi towarzyszyły mi tylko ciekawskie spojrzenia przechodniów. Ta cisza dopowadzała mnie do szału. Prawie zwariowałam, ale doszliśmy do miejsca, którego nie chciałam oglądać. Była to siedziba Imperium na Lothal. Wchodząc poczułam zimno. Szturmowcy pod pretekstem prezentu dla Dartha Vadera wprowadzili mnie do środka, a potem SZOK! Stanęłam oko w oko (jako zwierzę) z ubranym w mrok Lordem Sithów.

Co ciekawsze nie wyczuł, że mam w sobie silną dawkę mocy. Skąd to wiem? Na szkoleniu miałam przeczytać wszystkie akta strażników. Wróćmy: wiem, że mnie nie wyczuł, ponieważ zamiast się do mnie zwrócić patrzył na swoje pionki. Spytał pierwszy:

- Co tu robi to zwierzę - głos zamroził krew w żyłach

- To podarunek od nas dla naszego Lorda - gorszej wypowiedzi nie mógł wymyśleć - bestia zwinna i silna jak jej nowy pan - dziękuję za komplementy, ale naprawdę ,,PAN" nie będę nikomu posłuszna!

- Silna... nie wygląda - wtedy garnek wyciągnął ASa z rękawa. Pokazał Vaderowi przegryzioną na pół broń.

Rozdział 3

Sith kazał mnie zabrać do więzienia. Pewnie tam chciał mnie ,,oswoić” inaczej- zniewolić. Wszedł Vader i użył mocy. Trzeba było udawać, że jestem prostym zwierzakiem, więc przestałam warczeć. Zrobiłam to dosyć wiarygodnie i wyszłam z celi.

Szłam za nim aż do mostka. Tam się zatrzymaliśmy. Uklęknął. Ciekawe po co, chyba że… wtedy włączył się hologram Imperatora. Skłoniłam głowę, może mnie nie zauważy.

- Witaj przyjacielu. Widzę, że masz koleżankę.

- Mistrzu to nieznana dotąd rasa. Myślę, że jest planeta, której nie znamy – a niech to, miałam chronić dom, a przyczyniam się do jego zguby. Jeszcze skręcam się z zimna.

- Jak ją nazwałeś?

- Fatum. Zadziwiająco silna, dała radę przegryźć na pół standardowy karabin szturmowca.

- Ciekawe. Niech szkoli się do końca pobytu na Lothal. Po powrocie zobaczymy na co ją stać.

- Tak mistrzu.

Wreszcie wiadomość znikła. Mogłam odetchnąć. Teraz Vader to dla mnie potulny baranek w przeciwieństwie do Imperatora Palpatin'a.

Następnego dnia poszliśmy na ćwiczenia kadetów. Lord zawołał Kwatermistrza Lyste.

- Mam dla twoich uczniów zadanie, niech zaatakują Fatum – Lyste przekazał młodym rozkaz. Chwilę później stałam na środku otoczona nastolatkami. Dowódca oddziału zaczął atak. Usunęłam się z drogi i chłopak poleciał do przodu.

- To tchórz! - krzyknął któryś kadet – Unika walki! - to mnie zabolało. Następny się rzucił, znowu unik. Podcięłam nogi najbliżej stojącemu i skoczyłam na jego kolegę. Kolejnego potraktowałam pazurami, bez obaw były lekko wysunięte. Dwóch ogonem ścięłam z nóg, a innym zaryczałam w twarz. Ale się przestraszyli! Został tylko nasz niedowiarek. Skoczyłam na niego i odbiłam się jak piłka lądując obok mojego ,,pana”, gdy tamten upadł.

- Dobra robota – rzekł Vader i odszedł. Poszłam za nim.

Rozdział 4

Szkolenie trwało w najlepsze przez tydzień. Na koniec miałam zabić jednego ze szturmowców. Dużych i uzbrojonych nie bałam się przejechać pazurami, w przeciwieństwie do kadetów. Nie chciałam być zabójczynią, więc go ogłuszyłam. Zrobiłam to niepostrzeżenie, gdy szpony przecięły zbroję. Lekko naruszyłam skórę, ale wszyscy uwierzyli.

Po tamtym dniu zostało wspomnienie. Dzisiaj wyszliśmy poza placówkę. Przechadzając się przez ulicę w rynku z boku zauważyłam światło. Vader tego nie widział. Poczekałam, aż się oddali i weszłam w ciemną uliczkę. Coś się ruszało za pudłami. Skoczyłam. Była to Anooba. Zrozumiałam. Łowca nagród ma mnie na celowniku. Chciałam uciec, wtedy jego pupil ugryzł moją tylną łapę. Zacisnęłam szczęki, by nie ryknąć. Odwdzięczyłam się Anoobie tym samym, ale w szyję. Nie zabiłam jej. Sprawiłam tylko, że nie może zaatakować. Przylgnęłam do ściany. Łowca był tuż nade mną.

Miałam zamiar zwiać, gdy przypomniałam sobie, że uciekając nic nie osiągnę. Teraz moim zadaniem jest znaleźć Nim. Razem będziemy bezpieczniejsze. Nie zrobię tego gdy nie polecę na Coruscant. Jak ucieknę ten koleś na dachu nadal będzie mnie gonić.

Zdecydowałam się tam wejść. Ale jak? Mam pomysł, pazury! Powinny utrzymać mój ciężar chociaż przez chwilę. Wspinaczka nie była łatwa. W połowie drogi łowca zaczął do mnie strzelać. Unikałam wiązek światła skacząc na boki. Łapy potwornie mnie bolały, ale postanowiłam wytrwać. Doszłam na dach. Prawie potknęłam się o własne łapy. Przeciwnik skomentował:

- Sądziłem, że będzie prościej ciebie złapać. Nie jesteś łatwą zdobyczą – Oooo dziękuję. Szkoda, nie mogę tobie odpowiedzieć – teraz wiem, dlaczego jesteś tyle warta dla moich klientów.

Rzuciłam się w stronę postaci. Uniknął zderzenia i trafił mnie w ramię. Resztkami sił spróbowałam jeszcze raz. Razem spadliśmy z góry na stragan z owocami.

Upadek rozciął mi przednią łapę wzdłuż. Nie mogłam wstać. Lord spojrzał dopiero teraz, co się ze mną dzieje. Prawie zemdlałam. Kątem oka spostrzegłam nieprzytomnego łowcę nagród. Byłam z siebie dumna.

Obudziłam się w statku w hiperprzestrzeni. Obok mnie siedział Darth Vader. Leżałam na poduszce. Przynajmniej tak mógł odwdzięczyć się za to, że nie uważał. Rany miałam opatrzone i owinięte bandażami. Chyba dosyć długo spałam. Właśnie podchodzimy do lądowania. Muszę szybko zregenerować siły. Rozluźniłam mięśnie i poczułam przypływ mocy. Wstałam, gdy klapa się opuszczała.

Na dworze zauważyłam bardzo duże lądowisko. Po prawej stronie stało dziesięć myśliwców Tai, a po lewej rząd skrzynek. Nie dałam radę zliczyć szturmowców, ale jest ich o wiele więcej niż powinno być.

Szliśmy przez środek. W połowie Lord kazał mi zostać. Jednak to jest sprawdzian. Drzwi w budynku otworzyły się nagle. Wyszedł Imperator. Przeraziłam się.

- Zastrzelcie ją – na ten rozkaz zareagowali wszyscy garnkogłowi

- Tak jest! – odparł dowódca. Otoczyli mnie z każdej strony – Ognia!

Wystrzeliły wszystkie blastery. Zaczekałam, aż wiązka światła znajdzie się dosyć blisko. Wysoko podskoczyłam, a pociski skrzyżowały się pode mną i wybuchły. Schowałam się w chmurze i podeszłam do jednego ze szturmowców. Miałam dosyć. Chcą śmierci, będą ją mieli. Nikt mnie nie widział, więc zmieniłam się w moją prawdziwą postać. W czasie, gdy walczyłam usłyszałam dialog:

- Też to czujesz uczniu?

- Tak mistrzu. Zaburzenia mocy.

- Złap tego, kto ją kontroluje.

Po tych słowach widziałam, jak czarna postać wchodzi do kłębowiska szarego dymu. Wykorzystałam cały czas jaki miałam na obezwładnianie garnków. W ostatniej chwili powróciłam do postaci czworonoga. O mały włos Vader by mnie zauważył jako człowieka. Po mojej przemianie Sith zgubił się, nie wiedział dokąd iść. W tym czasie mój mur obronny opadł. Wszyscy mnie widzieli i zaczęli strzelać. Ledwo nadążałam z unikami. Kątem oka spostrzegłam ptaka.

To nie był byle jaki ptak. Był to biały orzeł. Miałam poczucie bezpieczeństwa patrząc na niego. Wiedziałam już, kto ukrywał się pod postacią latającego drapieżnika, Nim.

Rozdział 5

Zapikowała tuż nad środkiem armii. Niedaleko ziemi zmieniła się w człowieka. Na sobie nosiła charakterystyczny śnieżnobiały płaszcz. Kaptur zasłaniał jej twarz i Imperator wie o co chodzi. Wracając: przy lądowaniu uderzyła pięścią w podłoże. Dzięki mocy odepchnęła połowę szturmowców na lądowisku. Niestety złośliwy los chciał, by pod złym kątem ustawiła rękę. Na moje oko miała ją złamaną. Przez co nawet jeśli uda jej się przeobrazić, to nie poleci.

Szybko podbiegłam do siostry, miałam tylko kilka skoków. Rozejrzałam się dookoła. Garnkogłowi jeszcze się zbierali. Tylne szeregi nie miały jak strzelać, dla nich byłyśmy za daleko. Zdecydowałam się podjąć jakieś kroki. Podsunęłam się pod Nim, a ona osunęła mi się na grzbiet. Musiałam uważać, by nie spadła. Obejrzałam się za siebie i co zobaczyłam? Wielki cień naszpikowany elektroniką sunący w naszą stronę. Zaczęłam uciekać. Nie chciałam zginąć od miecza świetlnego.

Nie miałam, gdzie uciec! Dopiero zwróciłam uwagę na ten fakt. Po bokach od reszty świata odgradzają mnie mury, a za promem znajduje się wielka, głęboka przepaść. Nie będę skakać do powiększonej dziury, póki nie wiem czy jest w niej dno. Została wspinaczka. Będzie ona trudna z pasażerem.

Podbiegłam do najbliższej ściany. Vader się nie spieszył. Pewnie chciał dać mi szansę na ucieczkę, która i tak się nie uda. Wystawiłam szpony. Ruchem głowy pokazałam Nim, że ma się mocno trzymać. Wspinaczka nie szła gładko. Blisko krawędzi coś zaczęło ciągnąć nas w dół. Sith użył mocy, by nas ściągnąć na ziemię. Ból był nie do zniesienia. Gdy puściłam się powierzchni wybiłam siostrę w górę. Lordowie nie mogą mieć nas obie.

Po upadku starałam się podnieś najszybciej jak się da. Nie mogłam powtórzyć próby, więc została przepaść. Na krawędzi jeszcze raz spojrzałam, co się dzieje. Widziałam Imperatora tuż przed jedynym wejściem na lądowisko i Vadera idącego w moją stronę. Na pewno zabolało go, że moja siostra zdołała uciec z tej pułapki bez wyjścia.

Pora bym i ja wiała. Przed skokiem znalazłam dobre miejsce na lądowanie. Mała półka znajdowała się teraz naprzeciwko mnie. Podczas lotu zmieniłam się w człowieka. Szybko złapałam dolne rogi płaszcza i rozciągnęłam go jak skrzydła. Poszybowałam wprost na kamienną półeczkę.

Po udanym lądowaniu obejrzałam się za siebie. Teraz chciałabym zobaczyć minę Vadera pod tym jego hełmem. Na bank jest wściekły, że nikogo nie zabił lub złapał.

Rozdział 6

By zregenerować siły musiałam zostać nad przepaścią przez całą noc. Z rana zaczęłam się wspinać. U szczytu zobaczyłam obszerny las. Zgaduje, że za niedługo zaczną nas szukać. Wspięłam się na drzewo z drugiego rzędu. Tam przynajmniej nie dostrzegą mnie na pierwszy rzut oka i będę miała dobry widok.

Miałam rację. Nade mną usłyszałam przelatujący statek. Korony drzew są zbyt wielkie, bym rozpoznała dokładniej typ maszyny. Na ziemi co chwila suche gałązki łamały się. Nagle pod moim drzewem zaroiło się od szturmowców. Szkoda, że wybrali akurat ten stojący kawał drewna na mini bazę. Znów poczułam chłód. Szybko zmieniłam się w panterę i czekałam co się zdarzy.

To nie był Lord Sithów, tylko jakiś inkwizytor. Nie sądzę, że będą sprawdzać korony drzew. A może od tego mają inkwizytora? Lepiej nie ryzykować. Zmywam się stąd. Skakać po gałęziach nie jest łatwo w wiedzy, że w każdej chwili mogą się złamać. Muszę wytrwać tylko do krańca lasu. Wreszcie jest!

Zeskoczyłam z niestabilnego konaru, który tuż po mnie runął na ziemie. Chyba mam pecha. Usłyszał upadek oddział szturmowców. Już tu biegną. Nie no, wieję! Nie dam się złapać, a co dopiero zabić. Zerknęłam na drugą stronę wąwozu. Imperium złapało jakiegoś chłopaka w kapturze. Mogę skoczyć do niego i mu pomóc oraz uciec od tej chmary za mną. Nie mam innego wyjścia, bo raczej nie zaprzyjaźnię się z inkwizytorem.

Czas powtórzyć sztuczkę. Wylądowałam na garnku, jeden zwinny cios i po sprawie. Drugiego załatwił mój nowy kolega.

- Cześć jestem Ren

- A ja Ava. Czemu gonią cię wiadrogłowi?

- Mogę zadać to samo pytanie – wskazał na przeciwny kraniec dziury – Nie ma co kryć, jesteś popularna.

- Oj no umiem się zmieniać w zwierzę!

- Czyli jesteś z Rygonu?

- Skąd go znasz?

- Bo też to był mój dom.

- W co się przeobrażasz?

- W pumę, a ty?

- W czarną panterę. Muszę znaleźć siostrę. Widziałeś białego orła lub dziewczynę w płaszczu białym jak śnieg?

- Łał czarna pantera, no nieźle. Co do twojej siostry, to widziałem dziewczynę w płaszczu trzymającą się za rękę.

- Ma ją złamaną. By się zrosła potrzebuje jednego dnia. Pewnie przeczeka to w karczmie.

- Tu niedaleko jest jedna. Nie ma co tracić czasu.

Oboje się zmieniliśmy. Ren prowadził. Tuż przed barem wróciliśmy do prawdziwej postaci. Nadal nie widzieliśmy swoich twarzy i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Nim siedziała przy ostatnim stole.

- Nim!

- Ava! Gdzieś ty uciekła?

- Musiałam schować się w lesie. Ren pomógł mi ciebie znaleźć.

- Ren? - pokazałam na chłopaka za mną – To ty byłeś wcześniejszym strażnikiem!

- Tak byłem – odpowiedział – Wiecie co rozmowa z kapturami nie jest poważna. Może je zdejmiemy?

- Prawda, to dosyć poważna sytuacja – powiedziałam i zdjęłam kaptur. Inni zrobili to samo. Ren nie wyglądał tak źle. Ma kasztanowe włosy rozczapierzone na wszystkie strony oraz brązowe oczy. Zdziwił się, gdy zobaczył moją twarz. Mam błękitne oczy oraz długie brązowe włosy na końcu związane gumką, grzywka po bokach czasem zasłania mi oczy. Nim ma za to krótkie włosy z grzywką po lewej stronie. W przeciwieństwie do moich jej mienią się niczym złoto.

- To co robimy? - przerwał tą ciszę Ren.

Od razu mówię że zawieszam ten blog. Skończyły mi się pomysły co dalej napisać. Jeśli chcecie coś poczytać na smokeły wikia mam bloga Dzicy tam jest trochę więcej treści.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki